piątek, 16 lipca 2010

Kuba Kuba i po Kubie.. - preludium



Wrocilam - cala, szczesliwa, opalona i nieokradziona :) Wyprawa byla fantastyczna, choc nie wszystko na wyspie mnie zachwycilo. O tym wiecej wkrotce, narazie wpis krotki, ze zyje. Jutro ruszam do Meksyku, znowu na 2 tygodnie, wiec zdjecia i wrazenia obszerniejsze po powrocie.

Ciezko bedzie strescic ostatnie 14 dni, ale dominujacym slowem bedzie na pewno upal. 40 stopni dzien w dzien, ale ze to pora na wyspie deszczowa, ratowaly nas wlasciwe te nagle ulewy i burze. Po 3 dniach w Hawanie z dwojka Polakow wypozyczylismy samochod i ruszylismy w tour po zachodniej i centralnej czesci Kuby, zahaczylismy o zachodnia. Czasem robilismy dziennie 500 km, czasem 60 km, ale zawsze nowe miejsce bylo zupelnie inne niz poprzednie. Bywalo, ze diametralnie, z dzungli wjezdzalismy do malutkiej miesciny albo dosc bogatego miasta albo na bajeczne wyspy. Niesamowite to troche, ze Kuba jest tak rozna w tak malych odleglosciach. Podobnie ludzie, inne nastawienie zalenie od regionu.

To co jest najpiekniejsze w tej wyprawie to to, ze wiele rzeczy robilam po raz pierwszy w zyciu, jak kapiel w wodospadzie, jak snorkeling, jak dryfowanie w zielonej, karaibskiej, cieplej wodzie czy tanczenie salsy z Kubanczykiem. Mam tez nowa ksywke - Bucanero. Na Kube wybralam sie z Christel, znajoma Franzuzka, ktorej imie brzmi bardzo podobnie do Cristal, a to kubasnkie piwo, wiec smieli sie, ze we dwie jestesmy jak Cristal i Bucanero (drugie narodowe piwo), co oznacza `busca negro` (szuka czarnego; albo Murzyna:P). To tez przytyk do tego, ze jestem taka biala hehe I mam nowy ulubiony owoc - mango!

Tyle na dzis. Wrzucam kilka fotek dla klimatu, a reszta po Meksyku. Caballeros y cabrones nadchodze! :)





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz