A veces nos creemos que las personas son décimos de lotería: que están ahí para hacer realidad nuestras ilusiones absurdas.
Czasami wydaje nam się, że ludzie są loteryjnymi losami: że znajdują się obok nas, by urzeczywistnić nasze absurdalne nadzieje.
(Carlos Ruiz Zafón)
Wierze, ze szczescie czlowieka w duzej mierze buduja ludzie, ktorych ma sie naokolo i spotyka na swojej drodze. Na pewno odgrywaja wazna role w zyciu emigranta. A ja odkad pamietam, mialam szczescie do ludzi. Nie inaczej bylo przez ten rok, choc na blogu niewiele jest o moim zyciu prywatnym, a zobaczyc mozna glownie zdjecia miejsc, nie imprez. Dzis wiec post calkowicie poswiecony moim dobrym duszom napotkanym po tej stronie swiata.
CLAUDIO
Krotko i na temat: Moja milosc, moj przyjaciel i wspollokator. Stworzyl mi w Chile DOM :)
Krotko i na temat: Moja milosc, moj przyjaciel i wspollokator. Stworzyl mi w Chile DOM :)
Pauli to cicha woda. Ladna, mila, madra i urocza, ale kiedy trzeba potrafi zachowac sie jak rasowa tygrysica. Strzela prawde miedzy oczy, lamie serca (hehe) i nie daje sobie wejsc na glowe. To rowniez moj kontakt do spraw kobiecych, pierwsza mysl kiedy szykuje sie na shopping ciuchowy, kosmetykowy czy nie wiem gdzie znalezc dobrego fryzjera. To tez moj kompan na koncerty i wyjscia 'latynoskie', bo moj C. raczej nie salsowy i w ogole malo latynoski hehe Pauli ma tez mnostwo kontaktow i zawsze zna kogos kto zna kogos i ten ktos moze cos wskorac.
Poza tym Pauli uczy niemieckiego. Cecha charakterystyczna naszych wyjsc na piwo sa rozmowy w przedziwnej i zabawnej mieszance hiszpanskiego i angielskiego, ktory w wykonaniu Pauli zmiksowany jest z niemieckim. Ale i tak ja uwielbiam:)
Grupe szkolnych przyjaciol domyka:
TANIA &Roberto & Joaquin i PABLO
Tania: jest chyba najrozwazniejsza i najbardziej zorganizowana osoba w grupie.
Pablo, jak na zdjeciu, czysty zywiol:)
Spotykamy sie tez w konfiguracji mieszanej + FABIANA, FLACA, FABI
Fabiana (we fioletowej bluzie) jest architektem, wlasnie wykancza swoj energooszczedny dom pod Santiago. Okrutnie przeklina (przy niej sie mocno doszkolilam w jezykowym survival), ale jesli mozna byc wulgarnym z gracja, to Fabianie jakos sie to wlasnie udaje. Jej para Flaca pracuje w teatrze jako charakteryzator, a Fabi uczy historii. Wszyscy duzo mowia i duza jedza:) Wrzucam foty z jednego z barbecue, jakie urzadzalismy swego czasu (czytaj jak bylo cieplo) na wzgorzu San Cristobal. Potem sie dowiedzialam, ze pelno tam tarantul i innych stworow.. Nic to, przezylam, a co wiecej, nadal tam chodze.
MACARENA &DAVID & MARIANELLA & FELIPE
Kolejna ekipe nazwe roboczo nauczycielsko-plazowa. O Macarenie i Davidzie pisalam niegdys oddzielnego posta, zwiedzili razem kawal swiata, miedzy innymi biegali miesiac po dzungli w Ekwadorze. Maja tez domek tuz przy plazy, co jakis czas pada haslo : vamos a la playa o o oooo!. i jedziemy. Marianella i Felipe to przyjaciele C. z uniwerku, on potrafi wypic 7 kieliszkow wodki i nadal mowic z sensem (pierwszy Chilijczyk, ktory tego dokonal), ona zawsze przychodzi na imprezy pierwsza i z dobrym winem. Ta grupa, jak i w sumie pozostale, upodobala sobie nasze mieszkanie. Mieszkamy w samym centrum, wiec kazdy ma mniej wiecej tyle samo drogi. Poza tym to swietna miejsce na starter przed poznieszym ruszeniem w miasto. Przez to o ile Ale i Pancho robia domowki rzadko, ale pamietne, my robimy je najczesciej. O laur najlepszych walczymy tez z racji obecnosci duzej ilosci alkoholu roznej masci i z racji tolerancyjnych sasiadow, ktorzy jeszcze nigdy nie zareagowali na disco na naszym tarasie o 4 rano.
Kolejna ekipe nazwe roboczo nauczycielsko-plazowa. O Macarenie i Davidzie pisalam niegdys oddzielnego posta, zwiedzili razem kawal swiata, miedzy innymi biegali miesiac po dzungli w Ekwadorze. Maja tez domek tuz przy plazy, co jakis czas pada haslo : vamos a la playa o o oooo!. i jedziemy. Marianella i Felipe to przyjaciele C. z uniwerku, on potrafi wypic 7 kieliszkow wodki i nadal mowic z sensem (pierwszy Chilijczyk, ktory tego dokonal), ona zawsze przychodzi na imprezy pierwsza i z dobrym winem. Ta grupa, jak i w sumie pozostale, upodobala sobie nasze mieszkanie. Mieszkamy w samym centrum, wiec kazdy ma mniej wiecej tyle samo drogi. Poza tym to swietna miejsce na starter przed poznieszym ruszeniem w miasto. Przez to o ile Ale i Pancho robia domowki rzadko, ale pamietne, my robimy je najczesciej. O laur najlepszych walczymy tez z racji obecnosci duzej ilosci alkoholu roznej masci i z racji tolerancyjnych sasiadow, ktorzy jeszcze nigdy nie zareagowali na disco na naszym tarasie o 4 rano.
| Maca, Marianella, Pablo |
MABEL & Claudia
We froncie profesorkim jest tez Mabel. Bojowniczka o sprawy kobiet, czynnie uczestniczaca we wszelkim przejawach walki spoleczenstwa z rzadem (zaliczajac molotovy haha), emocjonalna, szczera, czasem do bolu. Robi magistra z nauk politycznych, lubi opowiadac o Polskiej Partii Przyjaciol Piwa:) i zwykle nie ma na nic czasu. Kumpluje sie z Claudia, ktora tez do nas zaczela wpadac (w niebieskiej koszuli).
We froncie profesorkim jest tez Mabel. Bojowniczka o sprawy kobiet, czynnie uczestniczaca we wszelkim przejawach walki spoleczenstwa z rzadem (zaliczajac molotovy haha), emocjonalna, szczera, czasem do bolu. Robi magistra z nauk politycznych, lubi opowiadac o Polskiej Partii Przyjaciol Piwa:) i zwykle nie ma na nic czasu. Kumpluje sie z Claudia, ktora tez do nas zaczela wpadac (w niebieskiej koszuli).RODZINA CLAUDIA
Wspomniec musze o calym klanie, ktory przyjal mnie z otwartymi rekami. 'Tesciowa', ktora slynie z dosc silnego charakteru i mowienia tego co mysli, na pierwszym obiedzie zapoznawczym oznajmila: 'podobasz mi sie' i od tamtej pory traktuje mnie jak czlonka rodziny. Gdyby mnie nie polubila, C. mialby ciezkie zycie:) To ona uczy mnie coraz to nowych przeklenstw, bo to jedna z ulubionych obecnie rozrywek rodzinnych - kiedy klne przy stole. Dodam, ze ma lat siedemdziesiat kilka:) Tesc, ktory generalnie niewiele mowi, ze mna wdaje sie w dlugie dyskusje, co na poczatku napawalo mnie strachem, bo opisujac to eufemistycznie mowi dosc niewyraznie.. a ja ze swoim hiszpanskim w powijakach.. Teraz rozumiem go juz nawet przez telefon hurra:) Generalnie z najblizsza rodzina (bracia i siostra C. + plus ich dzieci) widzimy sie dosc czesto (niedzielne obiady). Dzieki nim poznaje rodzinne zycie w stylu chilijskim, majac przekroj pokoleniowy. Dzieki nim znam tez domowa chilijska kuchnie. A co najwazniejsze, mamy w nich z C. duze wsparcie w kazdej sprawie. Przy tym wszystkim sa dosc prostolinijni, rzadne tam konwenansje, ą i ę. Sa zadziorni i trzeba byc szybkim, zeby nie dac sie zrobic w trabe. Poza tym jak juz urzadzaja fieste, to bawia sie na calego.
Napotykamy czasem sytuacje, kiedy wychodzi moja europejska niezaleznosc i niezaleznosc w ogole, (tu sie wszystko robi razem), ale poki co obydwie strony szanuja swoje zwyczaje, wiec konfiktow nie ma.
Ponizsze zdjecie pochodzi z 50-tej (sic!) rocznicy slubu rodzicow C., i to tylko jakas 1/3 gosci.
Dzieki Raisyn, zwanej w skrocie TATY wciaz mam kontakt z zyciem studenckim i mlodym pokoleniem chilijczykow (w kolorowej bluzie). Podrasowuje sobie kobiece ego, kiedy jej koledzy pytaja mnie z ktorego uniwerku przyjechalam na wymiane, dajac mi jakies gora 24 lata haha!


RENE, brat C., to tez pomocna dusza, do tego bardzo spoleczna, ma dojscia i znajomosci wszelkiej masci. No i ma samochod. Dzieki niemu moglam wlasnie tak przekroczyc Andy i dostac sie do Argentny:)
A propos podrozy, ostani rok przyniosl kilka nowych cennych znajomosci, umocnil niektore juz nawiazane, i jak to zwykle bywa przyniosl osoby, ktore spotyka sie moze tylko raz w zyciu, ale pamieta na zawsze:
Bez niej moje wyprawy do Meksyku i na Kube bylyby zupelnie inne. Poznalysmy sie kilka lat temu w Hiszpanii (choc jest Francuzka). Od tamtego czasu mieszkala mniedzy innymi w Afryce i Meksyku. Nie boi sie niczego co pelza, skacze i gryzie. U niej podejrzalam jak spakowac sie na miesiac w malutka walizke i z nia przegadywalam przedlugie godziny w meksykanksich autobusach miedzymiastowych. Okazalo sie, ze jestesmy niezwykle zgrana ekipa podroznicza. Jestem pewna, ze powalesam sie z nia po swiecie jeszcze nie raz.
FERNANDO & MARCO & FONSO
Moja silna ekipa meksykanska. W duzej mierze dzieki dwum pierwszym Mexico City zapamietam jako jedno z najciekawszych i najbardziej przyjaznych miast na swiecie. Nauczyli mnie kilku podstawowych zwrotow w meksykanskim slangu, abym miala jakies szanse, gdyby ktos mnie zaczepil na ulicy (przydalo sie), zrywali sie z pracy, zeby do mnie dolaczyc, czekali w domu z kolacja albo impreza:) Fonso za to zrywal sie z pracy, zeby obwozic nas po okolicznych i nieokolicznych miastach, miejscach, dolinach. Do tego pokazali mi, ze meksykanscy mezczyzni pomimo rodzinnej, romantycznej duszy, potrafia byc tez niezalezni. I dobrze gotowac!
Jest miejsce i dla Polakow:) Z ta para przemierzylysmy z Christel Kube. Przynajmniej srodkowa czesc wyprawy, kiedy we czworke wypozyczyczylismy samochod, zeby objezdzic wyspe. Pomimo tego, ze nie znalismy sie wczesniej (ino mailowo), zgralismy sie w miejscu i czasie. I w ogole sie zgralismy. Wojtek dzielnie znosil zaczepki Kubanczykow, kiedy prowadzilam ja, a on siedzial z typu w samochodzie z trzema kobietami (niecodzienne na Kubie), dobrze bylo miec tez w poblizu zaradna meska dlon (chocby w razie potrzeby zmiany kola haha). Ania, persona zorganizowana i punktualna, pomagala uporac sie z francusko-latynowska niepunktualnoscia Chritel :) No i nie zapomne im nigdy zarazenia mnie snorkelingiem:))
JESUS to przyklad osoby, ktora widzi sie tylko raz w zyciu, ale nigdy potem nie zapomina. Przydrozny sprzedawca owocow w malej,w kubanskiej wiosce przez ktora przejezdzalismy okazal sie niezykle cieplym i otwartym czlowiekiem. Nie wiem ile da sie powiedziec madrych rzeczy o zyciu w 20 minut, ale mi sie wtedy zdawalo, ze moznaby z tego napisac 300 stron ksiazki. Buena onda, jak tu mowia. Jesus podarowal nam ananasa, ktory zwiedzil z nami potem kawalek Kuby, a na koniec rozmowy gleboko zasmucil sie, ze nigdy wiecej sie w zyciu nie spotkamy. Powiedzialam mu wtedy, ze to nie wazne, wazne jest to, ze od tej pory gdy bede myslec Kuba, bede myslec (i mowic) o nim. I tak sie rzeczywiscie dzieje. Podobnie dzieje sie z 'kubanskim bratem Wojcikiem' vel Ani Mru Mru (niestety imie mi ulecialo z pamieci..), ktory zaprosil nas do swojego rozpadajacego sie wlasciwie juz domu, bez okien i drzwi, i ugoscil jak mogl. Takich ludzi jest na podrozniczej trasie wiecej, ale nie zawsze zostaje po nich zdjecie..
MARCELO
Na koniec jeszcze jedna osoba, ktora poniekad sprawila, ze mieszkam teraz w Chile, bo sprawila, ze przyjechalam tu kiedys na wakacje. Marcelo, Chilijczyk, ktorego poznalam w momecie, kiedy on marzyl o tym, zeby sie przeniesc do Europy, a mi klarowal sie plan wybycia z Polski w jakies cieplejsze miejsce (od razu podpowiem, ze Chile w zimie cieplejszym miejscem wcale nie jest). W kazdym razie on przyjechal na wakacje na Stary Kontynent, potem ja odwiedzilam jego ojczyzne. Przy okazji zwiedzilam tez Brazylie i zapragnelam zostac na dluzej. Po godzinach Marcelo jest zapalonym surferem, jak widac na fotach dostalo mi sie kilka lekcji instruktazowych bodysurfingu:)
Dzis Marcelo mieszka w Niemczech, jak planowal!
O ile wiec historia moja i C. przebiega zgodnie z zasada: Niby do zakochania jeden krok, ale jak przyjdzie co do czego musimy zapieprzac kilomentry (haha!), historia moja i Marcelo pokazuje, ze marzenia sie spelniaja, wystarczy ino troche odwagi i odrobina szalenstwa w duszy. Wlasciwie obydwie cechy przydaly sie w obydwu przypadkach:)
(O rzeczach oczywistych sie nie mowi, wiec nie bede dopowiadac, ze o moich starych, kochanych, polskich przyjaciolach wciaz pamietam i wciaz trzymam ich loteryjne kupony:)






Moniko, cieszę się bardzo, że Ci tam dobrze, ale nie zapominaj, że tęsknimy za Tobą! :) Weź Claudia pod pachę i venga choć na trochę. A może i ja was tam w końcu kiedyś nawiedzę...
OdpowiedzUsuńBiore Claudio i walizke i vengamos w grudniu! Zostajemy na caly styczen, wiec sie szykuj na biesiady:) A z ostatniego zdania wykresl 'moze' i 'kiedys' i venga w koncu!
OdpowiedzUsuńNo zawsze drugi!
OdpowiedzUsuńMo, fantastycznie, że tak Ci się udało - dajesz dobry przykład który chroni przed sceptycyzmem - może i my i kiedyś do Ciebie pojedziemy i poznamy tę całą ferajnę! Szkoda, że tak trudno wyskoczyć na weekend!
Cieszy też to, że dobry człowiek zawsze na dobrego trafi.
Monica, jak miło! Dziękuję bardzo za poinformowanie mnie, gdzie jesteś i podzielić się z wami.
OdpowiedzUsuńI wrote well? Is ok?? I don´t know...but anyway everything that you wrote was lovely. :)
Aufwiedersehen!
Pauli
Marcin@ rozczuliles i mnie i Claudia (mowi, ze ladnie napisales). Cos mi sie zdaje, ze szybciej sie zobaczymy w Polsce w grudniu niz Ty przylecisz tu, ale obys mnie zaskoczyl:)) Publiczne powatpiewanie obieram jako nowy sposob motywacji ;)
OdpowiedzUsuńDziekuje za dobre slowo, dobry czlowieku.
Cmok
Paaaaaaauli, que lindo! Aunque no entendi nada jajajaja (mentira, tu polaco es la raja)
OdpowiedzUsuńSo now we can improve our german-spanglish and start to use polish too:)
Do zobaczenia w sobote!
Buziaki!