
Kochani, wrocilismy z pustyni Atacama. Brak mi slow.. Miejsce nie z tej ziemi, czujesz jakbys spacerowal po Marsie, albo ksiezycu, albo nagle znalazl sie w raju. Choc klimat jest bardzo wymagajacy. Przez 4 dni zrobilam prawie tysiac zdjec. Kazdy byl jak jedna wielka, intensywana wyprawa, dlatego kazdy zasluguje na odzielny opis i chociaz kilka fot. Narazie maly wstep.
Ogromna Atacama lezy w polnocnym Chile i jest najbardziej sucha pustynia swiata (bije Sahare). Roslinnosc znalezc mozna tylko przy lagunach albo strumykach, choc generalnie nie zyje tam nic. Klimat jest okrutny, ale sa miejsca, gdzie radosny, ciekawy swiata i gotowy na wyzwania turysta moze sie udac:) Dotrzec trzeba do San Pedro, malego miasteczka, ktore zyje wlasciwie tylko z turystow (niewielu Chilijczykow decyduje sie na wyprawe, wszystko jest mega drogie), a zeby dostac sie tam trzeba dotrzec do miasta Catama. Z Santiago pojechac mozna autobusem (co zajmuje caly dzien) albo samolotem (1,5h). W ramach urodzinowego prezentu od Claudia (i tylko czterech dni na wyprawe) polecielismy, we czworke: z Clau. i zaprzyjazniona para (Alejandra i Pancho). Z Catamy czekala nas jeszcze godzinna jazda autobusem przez pustynie, az dotarlismy do San Pedro.
ESKSPLORERZY :P
Roznice temperatur w miesce sa ogromne. Nie potrafie wyobrazic sobie lata w tamtym rejonie, skoro w zime (czyli teraz) w dzien jest jakies 28 stopni, a w nocy temperatura spada do minusowej. Miasto lezy na wysokosci ok. 2440 m n.p.m, co sprawia, ze turysci cierpia na brak powietrza i mecza sie kilka razy szybciej (powietrze sprzedawane jest w tamtejszych biurach podrozy). Niektorzy cierpia tez na bole glowy i generalnie zle znosza wysokosc i rownice temperatur. Szczesliwie nie mialam problemow, czasem tylko ciezko bylo wejsc na wielka gore:) Pomimo tego wszystkiego San Pedro pelne jest turystow caly rok.
Z miasteczka organizowane sa wyprawy do cudow natury, jakie serwuje pustynia. Inaczej nie mozna tego nazwac. Zobaczyc mozna m.in. gejzery El Tatio (najwyzej polozone gejzery na swiecie), laguny (niesamowite kolory wody), gdzie spaceruja flamingi, Doline Ksiezycowa (widok jak na Marsie), Doline Smierci, male kilkuosobowe (sic!) miasteczka, jest tez trasa archeologiczna i krotsze wyprawy, ktore zrobic mozna pieszo (wspiac sie na ktoras z pobliskich gor - widok zawsze zachwyca). Dzialajace w San Pedro male biura podrozy zabieraja turystow busami, niektore trasy zrobic mozna tez rowerami (brak powietrza w pelnym sloncu i trasa pod gore, ale frajda nieziemska). Oprocz wody zabrac ze soba trzeba tez mega cieple ubrania (wysokosc sprawia, ze temperatury sa niskie, wiatry silne, a zimowa kurtka, szalik i czapka niezbedna - taka to pustynia hehe), krem i okulary przeciwsloneczne, bo slonce prazy niesamowicie. Przewodnicy radza tez przed niektorymi trasami nie pic poprzedniego wieczoru i nie palic trway, co zdaje sie jest dosc powszechne:) Poza tym zwykle sa to calodzienne wyprawy, wymagajace dosc dobrej kondycji, czesto wstac trzeba o 3 rano, zeby o 4 wyruszyc w trase, zeby zdazyc na aktywnosc gezjerow czy zobaczyc swit w niesamowitym miejscu. Jesli ktos zostaje w San Pedro ma patelnie dwudziestukilku stopni i krotki rekaw:). My codziennie ruszalismy w trase, widzielismy wszystkie cudy z powyzszych:)
Tyle slowem wstepu. Zabieram sie za pogrupowanie i wgranie zdjec. Niedlugo zamieszcze wiecej, a w miedzyczasie szykuje sie do kolejnej wyprawy.
Za 4 dni Kuba!!!
Buziaki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz