wtorek, 30 listopada 2010

Zlota Passa

Listopad oglaszam miesiacem nie tylko zlotej polskiej jesieni, ale i zlotej chilijskiej passy. Same dobre nowiny! Pozostaje mi liczyc, ze nie przyszly w pakiecie z efektem jo jo.

Primo po pierwsze: dostalam prace. Od przyszlego semestru bede nauczac w jednym z instytutow w Santiago. Szef daje mi kontakt vel nasza polska `umowe o prace`, a to oznacza koniec kombinowania z wiza. Bede tu zupelnie legalnie, z wszystkimi ubezpieczeniami i innymi dobrami, jakich nie zaznalam przez 7 lat umow o dzielo w polskich mediach. Poprowadze zdaje sie 2 lekcje na tydzien, wiec nie do konca mnie to nauczanie uziemi (tego bym nie chciala). Nie zarobie duzo, ale zakontraktowana produkowac sie bede o jezyku mediow, wiec cos w swoim fachu i o miedzynarodowej prasie i polityce. Wyzwanie to dla mnie, ale wyzwan w zyciu potrzebuje, wiec sie jednoczesnie ciesze i lekko dygam:) Juz zaczelam szukac materialow po angielsku i kompletowac bibliografie. No i cwiczyc grozna mine europejskiej profesorki hie hie.

Primo po drugie*: przeprowadzilismy sie! Stad kilkudniowy brak internetu. Mieszkanie jest w samiuskim centrum, tuz przy glownym placu Plaza de Armas (tak jakby mieszkac na Krakowskim Przedmiesciu obok Starowki), 10 min. pieszo od pracy C. i mojej przyszlej (bedziemy pracowac na tej samej ulicy!). Jak na metropolie to nawet mniej niz rzut beretem. Mieszkanie jest duzo wieksze, z przestrzenna kuchnia, tarasem i garderoba (normalnie sex in the city), na 23 pietrze. Jeszcze w zeszlym tygodniu mielismy widok na cale miasto i Andy (niesamowite), ale w tym okazalo sie niestety, ze blok, ktory byduja tuz obok nas, bedzie conajmniej tej samej wysokosci, o ile nie wyzszy. Wraz wiec z ekspresowa praca robotnikow widok tracimy. Pozostana nam ino gory po bokach. No ale na koniec najlepsze: placimy mniej niz poprzednio:)   

Primo po trzecie: Pod koniec miesiaca wpadla mi znow fucha przewodnika po Chile, podreperowalam wiec troche przedswiateczny budzet :) Do tego dostalam od moich turystow papierowe wydanie Gazety Wyborczej, co na obczyznie cieszy inaczej:)

Primo po czwarte: Pamietacie zepsuty laptop, ktory wsiorbal (pozdrowienia dla Bambo) czesc moich zdjec? Komputer udalo sie naprawic, a foty odzyskac. Wielkie ufff.  Pogrupowalam w koncu wszystkie zdjecia, w tym pominieta do tej pory na blogu Kube. Zanim zawitam do Polski (za 2 tygodnie!!!!), postaram sie ten brak nadrobic.

Primo po piate: Za 2 tygodnie Polska!!!!!

Do zobaczenia!

* metoda numerowania wg klanu Trento

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz