:)
Glowny punkt programu w piatek to Valle De La Luna, ale wyprawa zaczynala sie o 15.00, zeby dotrzec tam gdzie trzeba na sam zachod slonca. Przed poludniem wzielismy wiec plecaki i ruszylismy piechota do Quitor. Bylo tam kiedys male, obronne miasteczko na wzgorzu - Pukará de Quitor. Po drodze zlapalismy stopa, co bylo mila odmiana po dwugodzinnym marszu w pelnym sloncu. (bloker +50) Pierwsza wspinaczka udowodnila nam, ze powietrza jest rzeczywiscie mniej, a my mamy jakies 20 lat wiecej w tych warunkach, ale wspiac sie bylo warto. Tego dnia ochrzczono mnie ksywka Indianina Jones, glownie z racji kapelusza:P
i szczyt:
Skrecilismy tez do pobliskiej jaskini. Szczerze mowiac nie wiedzielismy czy jest wyjscie po drugiej stronie, ale serca eksplorerow zwyciezyly i po jakiejsc godzinnej wspinaczce wewnatrz zobaczylismy swiatlo, choc na gorze, wiec musielismy wracac ta sama droga. Zejscie okazalo sie trudniejsze, ale wszyscy przezyli i nie znalezlismy zadnych rzadnych krwi nienormalnych istot (jakies miesiac temu ogladalam `Zejscie`heh)

i swiatlo!
moje buty po 3 godzinach na pustyni:
Popoludniu juz mikrobusem ruszylismy w czterogodzinna trase: Dolina Ksiezycowa (Valle De La Luna), Dolina Smierci (Valle de La Muerte) i Trzy Marie (Tres Marias).Tamtejsze tereny sa tak suche, ze przypominaja i wygladem i warunkami marjsanskie, dlatego to tam testuje sie aparature wysylana na Marsa. Wszystko wyglada nieziemsko, zwlaszcza w rozowym swietle zachodzacego slonca. Dolina Smierci ma zly omen, wielu turystow spadlo (nie ma tam zadnych zabezpieczen) , bez szans. W Dolinie Ksiezycowej zostalismy az to zachodu slonca. Czyli spedzilam urodziny tak... :
TRES DAMAS
VALLE DE LA MUERTE
VALLE DE LA LUNA
A skonczylo sie urodzinowym tortem i winem:) Przy okazji dziekuje za wszystkie zyczenia i wiadomosci z Polski. Dotarly z malym pustynnym opoznieniem, ale dotarly:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz