Narazie walesam sie po Santiago. Mieszkamy w samym centrum, tuz przy metrze, ale metro jest drogie, a system oznakowania autobusow tragiczny, wiec glownie chodze. Ogranicza to troche, poki co, osiagane dzielnice, ale za to niektore znam juz calkiem niezle. Poza tym jest zimno, a nawet mroznie, a ja do wczoraj nie mialam zimowej kurtki. Przecenilam nieco walory kontynentu i wzielam tylko jesienny plaszcz. Wiec chodze i sie trzese, a oni sie oczywiscie dziwia, ze Polce moze byc zimno heh. Zeby dopelnic fatum chlodu, ktore za mna sie ciagnie (Asiek wie o czym mowie, jak odwiedzam np. Hiszpanie prawie zawsze jest zimno, spada snieg, wysiada ciepla woda albo inne takie) to na poczatku marzlam tez w domu. Chile nie jest przystosowane do mrozow jak Europa, zima jest krotka, w domach brak centralnego ogrzewania. Wlasciwie to jest, ale nikt nie uzywa, bo rachunki potem sa mega wysokie. Mieszkania ogrzewaja piecykami i zawsze w poblizu sa ze 3 koce na osobe :) Jesli ktos sie wiec spodziewal bikini, to rozczaruje, ale jak minie zima, zrobi sie naprawde cieplo i wtedy bedziecie czytac moje zale na upal heh.
Wracajac do systemu oznakowania autobusow, to sie ucze. Santiago jest wielkie, na przystankach brak rozkladu jazdy, sa tylko numery autobusow, nazwy zon/dzielnic, do korych jada i ze 2 glowne nazwy ulic. Co wiecej, jak juz podjedzie i mignie Ci nazwa Twojej ulicy na krotkiej liscie na przedniej szybie, to wcale nie musi byc Twoja ulica. Miasto jest tak duze, ze maja kilka o identycznej nazwie... Zeby bylo smieszniej to wcale nie musi byc ta najblizsza, ale w zupelnie innej, dalekiej dzielnicy. O ile metro wiec jest drogie, a latwe do rozkminienia, autobusami poki co jezdze glownie z Claudio. On zreszta do tej pory nie zdawal sobie sprawy z wielu takich spraw ´na czuja, bez logiki´.
Dobra, teraz pozytywy:) Po pierwsze dobrze sie tu czuje. Pomimo tego, ze opuszczajac Warszawe cicho marzylo mi sie mieszkanie w jakims malym miasteczku nad samym oceanem. Santiago jest szybkie i troche tloczne, jak to stolica, ale ladne architektonicznie, sa palmy, parki, klimatyczne dzielnice, uliczki i kolorowe domy. Centrum pelne jest kamienic, jest troche szklanych wiezowcow, ale nie kloca sie architektonicznie jak w Warszawie. Poza tym, i to jest niesmaowite w Santiago, wlasciwe z kazdego punktu w miescie na horyzoncie widac Andy. Czasem wyglada to jak fatamorgana, czasem sie o tym zapomina, za to zawsze robi to wrazenie. Niektorzy maja szczescie miec z okna w domu widok na pasmo gor, my widzimy tylko kawalek, bo obok jest niestety wysokie osiedle, mamy tak:

Po drugie, ocean jest blisko. 1,5h autobusem, 40 min samochodem i jestes. O tym wiecej nastepnym razem:)
Po trzecie ludzie. Ich goscinnosc i pomoc jest nieoceniona. Wiekszosc rzeczy, jakie mamy w mieszkaniu, oprocz mebli, dostalismy od rodziny albo przyjaciol Claudia. Wlasciwie nadal przynosza nam male prezenty, na dobry poczatek. Poza tym lubia sie spotykac w jak najwiekszym gronie i strasznie duzo jesc (o tym wiecej niedlugo:), dlatego tez, jak wspomnialam, udalo nam sie przez tydzien zywic poza domem :)
Dziewczyny pozabieraly mnie juz na zakupy, mialam babskie wyjscie na kawe i inne takie mile zaproszenia, ktore maja mi pokazac, ze mam go kogo zadzwonic jak potrzebuje pomocy, porady czy urozmaicenia od Claudio hehe
Po czwarte moje ego (i tak juz duze, jak pewnie niektorzy sobie wlasnie dopowiadaja:P) rosnie hehe Jestem tu rzecz jasna oryginalem na ulicy i stanowie ogolny pukt zaczepienia spojrzen meskich i damskich. Chodzi glownie o biala wrecz blada skore i niebieskie oczy, choc na poludniu Chile mieszkaja wyzsze sfery, sporo jest tez Niemcow, wiec niektorzy moga myslec, ze jestem bogata Chilijka ktora popelnia mezalians ze stoleczna srednia klasa :) Niemniej jednak z czysto kobiecego punktu widzenia bliska jestem tu rozmiarow modelki hehe Chilijki sa niskie, biodrzaste, krotkonogie i maja czym oddychac oj maja. Dla niektorych Panow, ktorych znam bylby to raj :) Za to pozazdroscic im mozna przepieknych kruczoczarnych, grubych wlosow, prawie zawsze dlugich do pasa. Niektore sa naprawde sliczne. Info dla Pan: Chilijczycy sa bardzo rozni. Zalezy do regionu urodzenia. Generalnie niscy, ale zdarzaja sie czeste wyjatki. Nie jest to najurodziwsza nacja na ziemi, co cieszy mojego prywatnego Chilijczyka heheh, ale czasem zdarza sie ciacho. Sa za to otwarci i dosc szybko startuja do kobiet, co moze byc po prostu cecha rasowego latynosa hehe Porownujac jednak z Hiszpanami np. sa zdecydowanie bardziej spokojni.
Po piate, last but not least, dzielimy z Claudio wszelkie obowiazki, wiec jesli ktos martwi sie, ze zostalam tu sprowadzona do roli kucharki, sprzataczki i praczki to uspokajam:) Jest jak byc powinno i zdaje sie, ze to nie jest tylko werjsa DEMO hehe
On tez chce, zebym zobaczyla jak najwiecej, no i czula sie tu dobrze, bo w koncu w grudniu moge nie wrocic ha!
Tyle pierwszych wrazen. Dobrej nocy wszystkim, choc u Was dzien sie wlasnie zaczal. Buziaki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz