niedziela, 22 sierpnia 2010

Swietujemy! (foty Santiago)



Nie mamy czasu zajac sie z Claudio starym, obumarlym kompem. Sama nie wiem kiedy zlecial juz tydzien. Spieszymy sie ze sprawa mniej, bo mam juz nowego laptopa do dyspozycji. Claudio jako milosnik Macbookow zakupil kilka dni nowego Pro, w ten sposob ja dostalam starszego. Za jakis czas go pewnie sprzeda i mamy cicha nadzieje, ze bedzie mnie do tej pory stac na to, zeby sprzedal go mi:)

Troche wiesci biezacych, bo przez nadrabiabie lipca, nie pisze co sie dzieje w sierpniu:) Otoz milo mi Panstwa poinformowac, ze wczoraj zarobilam swoje pierwsze piedziadze w Chile! Choc przyszly tak naprawde az z Kanady. Przez facebookowe opisy troche juz co niektorzy wiedza. Nawiazalam kontakt z agencja turystyczna, ktora organizuje wycieczki dla Polakow mieszkajacych w Kanadzie. Maja kilka tras przecinajacych Chile, a nielatwo jest znalezc tu kogos z polskim jezykiem. Praca docelowo ma byc na przyszly rok, chca wejsc na ten rynek szerzej, ale wczoraj mieli dla mnie zlecenie na jeden dzien. Odebralam grupe z lotniska, pokazalam Valparaiso i Viña Del Mar, poszlismy na plaze i wrocilismy do stolicy. Dzis pojechali na narty w Andy, potem uderzaja do Argentyny. Stawka dzienna jest calkiem przyjemna, wiec dobrze by bylo, gdyby sprawa sie rozwinela:) Prosze trzymac kciuki. Choc praca wydaje sie bajkowa (podrozujesz, poznajesz ludzi, oprowadzasz, cos tam opowiadasz, idziesz na plaze i do domu) to tez spora odpowiedzialnosc. Czasem zdarza sie, ze rezerwacja w hotelu w magiczny sposob znika, kogos brakuje na lotnisku, ktos sie gubi, ktos nie lubi miejsca, gdzie jemy, ktos nie daje napiwku (w Chile obowiazkowy) i Cie scigaja kelnerzy, no i zadaja mnostwo pytan.. Od tego ile kosztuje znaczek poczotwy, o gatunki drzew na okolo, przez polityke i system emerytalny, po daty historyczne i dane statystyczne. Oczywiscie traktuja Cie jakbys znal kraj od podszewki. Np. o historii Valparaiso wiem teraz wiecej niz o historii mojego rodzinnego miasta :) Czasem tez grupa byla bardziej zainteresowana mna niz miastem hehe W sensie co tu robie, jak dlugo, dlaczego Chile, czy wychodze z maz i takie tam. Tak czy siak, to dosc przyjemny sposob na zycie, przynajmniej w mojej sytacji, wiec zobaczymy jak sie sprawa rozwinie. Jesli chce pracowac w biurem musze byc dostepna w tygodniu, wiec odpada stabilniejsza praca w Santiago. Poki co mysle dawaniu lekcji angielskiego. W piatek odwiedzili nas znajomi, w tym jedna wysoko postawiona madra glowa z uniwerystetu, i ta madra glowa powiedziala, ze moge spokojnie uderzac do dobrych szkol jezykowych w Santiago, bo poziom mam wystarczajaco dobry. Troche to podbudowalo to moja samoocene w sprawie zostania master of english (zawsze bardziej mysle o tym czego jeszcze nie wiem, niz ile juz wiem) choc nastawiam sie narazie na prywatne lekcje. ZOBACZYMY. Jesli ktos z Was na kontakty w turystyce mozna o mnie pamietac:)

Dzis w ramach rodzinnej niedzieli wybralismy sie z Claudiem, jego bratem i mama na wzgorze San Cristobal w Santiago. Rozciaga sie tam widok na cale miasto. Nie jest to gigant Mexico City, choc jest duze (Santiago to jakas potrojna Warszawa), ale widok jest piekny. Zwlaszcza kiedy Andy sa rozowe podczas zachodu slonca. Dzien byl mglisty, ale i tak bylo ladnie. Wrzucam kilka fot i ide spac. Dobranoc:) Aha, na piatkowej kolacji, kiedy mielismy gosci zaserwowalam placki ziemniaczane z gulaszem, w ramach promocji Polski przez zoladek:) Smakowalo! Domagaja sie teraz pierogow :)

DOBRANOC







2 komentarze:

  1. I DEMAND an English version, however, at this point in time it should be in Spanish!!! heelooo!!

    OdpowiedzUsuń
  2. at this point of time you should undestand more or less polish! helloooo! By the way, you have a test on friday ;)

    (I think there is a chance for english version soon:)

    OdpowiedzUsuń