wtorek, 31 sierpnia 2010

Teotihuacan - magia i elektro


Meksykanska wyprawa zakonczyla sie mocnym akcentem. Nie mam tym razem na mysli akoholu, ale jeden z glownym celow mojej wyprawy do kraju tequilli. Marzylo mi sie zobaczenie Teotihuacanu i wspiecie na szczyt Piramidy Slonca. Ruiny miasta Aztekow oslawione sa ze wzgledu na szczegolna magie i wibracje, jakie sie podobno tam odczuwa.  Mam w sobie troche z ciekawosci archeologa i sporo fascynacji miejscami tak starymi, gdzie czuje sie w powietrzu oddech historii. Szczegolnie, jesli historia zwiazana jest z tak egzotycznym plemieniem.


Niedziela okazala sie przepieknie sloneczna. Po 2 tygodniach deszczu w Meksyku zaskoczyla mnie na tyle mocno, ze nie mialam ze soba blokera, ale mialam parasol. Uratowal mi tylek ( i skore), bo prazylo niesamowicie, juz po 1h na otwartej przestrzeni  mialam czerwone ramiona. Gdyby nie on, mialabym niezla pamiatke z  deszczowego przeciez Meksyku. Powietrze tam jest zreszta strasznie suche, z ust zaczyna momentalnie schodzic skora. Pogoda i klimat zmienia sie wiec diametralnie, choc to tylko 50km od Mexico City (gdzie rano bylo zimno i mialo zamiar padac).
W wyprawie towarzyszyl mi Fernando. Razem wspielismy sie na wszystkie 3 piramidy.

To co mnie zadziwia, to fakt jak wzniesiono te giganty bez uzycia dzwigow (albo czegos podobnego) ani nawet metalowych narzedzi. Sila wlasnych rak. Wedlug legendy miasto zostalo zbudowane przez olbrzymow, jeszcze przed pojawieniem sie ludzi. To by wiele wyjasnialo:) Druga rzecz to zielen trawy. Teotihuacan zwiedzaja miliony turystow, w duzej czesci trasy miedzy piramidami pokonuje sie idac normalnie po trawie. Tam musi byc jakas specjalna gleba, bo dawno powinna juz wyginac ze zdeptania. Trzecia rzecz to ogrom miasta.  Kompleks ma 20 km kw., choc zwiedza sie wlasciwie obszar okolo 4. No i rzecz najciekawsza - akustyka. Doskonala akustyka. Oni tyle wiekow temu odkryli te wszystkie zaleznosci! Udalo nam sie byc swiadkiem malej demonstracji. Kiedy bylismy w czesci La Ciudadela zatrzymala sie kolo nas zorganizowana grupa z przewodnikiem. Stojac pomiedzy dwiemia piramidami, jakies 5m od jednej i 100 od drugiej, zaczal klaskac. Dzwiek wrocil do nas, odbity od tej drugiej. Potem zaczal isc rownlegle do piramid, nadal pomiedzy nimi i nadal klaszczac- dzwiek zmienial sie w zaleznosci od miejsca.  Inna sprawa, ze ta swietna akustyka przyczynia sie obecnie do psucia magii ruin. Niedaleko przebiega jakas ruchliwa droga, gdzies przy niej stoi pub z muzyka elektro, na full. Dzwiek niesie sie daleko, wlasciwie slychac go w calym Teotihuacanie, na szczycie Piramidy Slonca tez. Bylam zadziwiona, bo czujesz sie jak na disco, spodziewalabym sie bardziej jakiejs przynajmniej narodowej muzyki, czegos przynajmniej meskykanskiego, a najchetniej spodziewalabym sie ciszy. A tu elektro. Naprawde psuje to magie miejsca. Moze dlatego nie moge potwierdzic, ze tak oh tak w ruinach czujesz jakies szczegolne wibracje i ducha. Czulam elektro:P Moze juz Aztekowie wiedzieli, ze liczy sie pierdolniecie heheh (ad. Hitler w poszukiwaniu elektro:)

Potwierdzic za to moge, ze widok z Piramidy Slonca jest piekny. Choc zdawala mi sie wyzsza. Bylimsy tam w niedziele, wiec bylo dosyc ludnie - najpierw wielka kolejka przed piramida, zeby w ogole sie wspiac, potem tlum na samej budowli, w koncu na szczycie. Trudno sie bylo dopchac do samiuskiego srodka, gdzie jest mala dziura zyczen hehe, nie znalazlam w tej chwili lepszego okreslenia :P . Generalnie to samiusku szczyt i tam wkladasz palec i obmyslasz zyczenie. Udalo sie:)
Jak sie od dziury troche odejdzie mozna sobie usiasc i spokojnie wczuc w bity hehe. Tak tez zrobilismy. I tak siedzac i patrzac wokolo, rzeczywiscie poczuc mozna, ze sie jest gdzies w innym swiecie..



Piramida Ksiezyca z Piramidy Slonca








wspinacze


















Piramida Slonca
szczyt Piramidy Slonca
Piramida Slonca



Pierzasty Waz na Swiatyni Pierzastego Weza:)



La Ciudadela



jaguarç























































Z Piramidy Slonca przeslismy Droga Umarlych w strone Piramidy Ksiezyca. Glowna aleja pelna byla sprzedawcow i nagabywaczy, co w polaczeniu z elektro sprawialo wrazenie targu. W ogole nie czulo sie, ze jest sie w wymarlym przed wiekami azteckim miescie, ale w centrum kulturalnym hehe (nie wiem, moze jest tak tylko w niedziele). Widoki i horyzont sie jednak bronily.

Droga Umarlych
 

z Piramidy Ksiezyca
z Piramidy Ksiezyca
z Piramidy Ksiezyca
ostatni szczyt - Piramida Ksiezyca



Po kilku godzinach w pelnym sloncu zlapalismy autobus do Mexico City. Wieczor ostatni spedzilismy z Muszkieterami w trojke. Rano szybkie zakupy tequlli w alkoholowym i jechalam na lotnisko. W taksowce wdalam sie w urocza rozmowe z kierowca, ktory przekonywal mnie, ze powinnam wyjsc za Meksykanina, bo to takie dobre chlopaki. Wybralam jednak Chile i wsiadlam do samolotu :)

Ale do Meksyku wroce. Kierunek Chiapas i Palenque.  Mam nadzieje, ze juz w przyszlym roku...












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz