piątek, 6 maja 2011

Chorillana

Winna Wam jestem wciaz obszernego maila kulinarnego, czyli co sie je w Chile i dlaczego 80% osob (na oko) ma tzw. rollo (nasz swojski walek), wiadomo gdzie. Mail ow powstaje, ale jakos nie moze sie skonczyc. Lezy w archiwum bloga i gloduje. Naklejam mu karteczke 'priorytet na maj', a tymczasem rozmienie sie na drobne. Dzis przedstawie Wam chorillane.

Ta bomba kaloryczna to jedno z typowych dan chilijskich. Nie je sie jej moze codziennie, ale chorillane napotkac mozna na rodzinnych, niedzielnych obiadach. A juz na pewno w menu wiekszosci barow i restauracji (z wyjatkiem tych eksluzywnych). To raczej danie dla mas i zdecydowanie danie do podzialu. Na wielkim talerzu dostajemy frytki, wymieszane ze zrumieniona cebula, kawal/kawalki miesa (najczesciej  wolowina), a wszytko przykryte jest na wpol scietym jajkiem. Troche pomieszac, zeby zoltko sie rozlalo i voila! Ciezkie... ale pyszne..
 Turysci czesto zamawiaja jedna chorillane na glowe - jesli kelner ich nie uswiadomi, po dostaniu talerza mine maja bezcenna :) Najczesciej jedna porcje skonsumowac moga 2 albo nawet 3 osoby. Nigdy nie spotkalam kogos, kto wtracil sam cala. 

Sprobowanie dania to jedno z must do w Chile, wedlug tubylcow, przewodnikow i wedlug mnie. Slynna jest chorillana serwowana w Valparaiso (polecam bar Jota Cruz, sam w sobie tez ciekawy), choc dzis z C. znalezlismy jeszcze lepsza. Wybralismy sie na przedlugi spacer (efekty zdjeciowe wkrotce), a mamy w Santiago  stuprocentowa jesien: zimno, pochmurno, mgliscie i szaro., trzynastostopniowo. Po kilku godzinach zziebnieci i mega glodni wyladowalismy w barze i jednomyslnie zamowilismy wiadomo co. Zwykle meczymy sie z jedna porcja do upadlego, dlatego tez nieczesto kusimy sie na chorillane, ale dzis (wstyd sie przyznac) zniknela w ok. 7 minut..







Fajnie fajnie, tyle ze spalac to bede teraz przez miesiac :), i nie zamowie ponownie przez minimum pol roku.  Nie zmienia to jednak faktu, ze jesli ktores z Was mnie w koncu tu odwiedzi, to na pewno sie na jedna chorillane wybierzemy. 


Ps. Dla zaintersowanych z Santiago, bar nazywa sie El Quita Pena (Przegonic Troske/Zal), nazwa urocza, bo miejsce znajdziecie tuz obok wyjscia z Cmentarza Generalnego :).

4 komentarze:

  1. obviously I wrote it was all your fault jajaja

    OdpowiedzUsuń
  2. Przekonałaś mnie w końcu, lece do Chile się najeść. Jutro ląduję około 17 czasu lokalnego. Do zobaczenia.

    Ps. Będę pierwszym kto to ogarnie w pojedynke!!! Weź kamerę lub aparat.

    Mariusz T.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze jak sie porywamy z C. na chorillane, wspominamy Cie. Juz dawno ustalone, ze jak w koncu przylecisz, trzeba Cie na jedna zabrac. Nic sie nie martw:)

    Serio jestem ciekawa czy dalbys rade.. :)

    OdpowiedzUsuń